„Daj se siana” czyli jak pięknie jest w miejscu, w którym masz szczęście mieszkać FELIETON
wtorek, 11 czerwca 2019 15:57

Natura i praca rąk ludzkich

„Daj se siana” - do dzisiaj się tak mówi, kiedy chcemy odwieść kogoś od jakiegoś pomysłu czy zamiaru. Znaczy to tyle co „odpuść sobie”, „daj spokój”, „zrezygnuj”… W dzisiejszym, bardzo gorącym wpisie, namawiam by potraktować to powiedzenie nie z przymrużeniem oka, ale dosłownie! Co mam na myśli i po co Ci siano? Co mają z tym wspólnego: ostrewka, pawąz i wóz lytrowy? Zachęcam do lektury.

 

 

 

 

 

Taki widok należy już niestety do rzadkości. Przynajmniej na naszej wsi, bo od Rolników wiem, że choćby w Krużlowej i w stronę Wojnarowej, kop siana jest zdecydowanie więcej.

 

W ubiegłą niedzielę zrobiliśmy porządną sesję zdjęciową. Główną modelką była… kopa siana! Obawiam się bowiem, że za dwa, może pięć lat, nie będzie już takich widoków, a pamiątkowe kadry będą moim wnukom pokazywać relikt przeszłości…



 

Lato pachnie dla mnie przede wszystkim sianem. Uwielbiam zapach świeżo skoszonej trawy, a jeszcze bardziej tej ususzonej. Potrafię stawiać kopy, chociaż rodzice nie mieli gospodarstwa. To ciocia zabierała mnie do pola, pokazywała jak się trzyma grabie i tłumaczyła co to jest pawąz. Biegasz po furze jak kocica! – tak wyrażała swoje uznanie dla mnie, za dobrze i sprawnie utłoczone na wozie siano. Najbardziej czekałam na moment, kiedy fura będzie już gotowa. Mogłam się wtedy położyć na jej środku i mocno trzymając się pawązu, czyli długiego kołka do przyciskania siana, jechać na lytrowym wozie ciągniętym przez konia. Wpatrywałam się w niebo i czułam się bosko zmęczona.

 

 

Czas spędzony na gospodarstwie u cioci Marysi w Koniuszowej, to jedno z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa. Dlatego dzisiaj z sentymentem patrzę na wszystkie kopy we wsi, chylę czoła przed moją Ciocią, która sama prowadziła gospodarstwo, a gdy z impetem robiła kołkiem dziurę w ziemi na ostrewki, siły miała więcej niż niejeden mężczyzna. Mam wielki szacunek do Rolników, bo dzięki ich pracy mam co jeść i jestem zdania, że powinno się wspierać lokalnych producentów. Szkoda, że tak łatwo sobie zapomnieć, że Rolnik produkujący żywność i pracujący świątek, piątek i niedziela, jest w kraju najważniejszy. Szkoda, że tak łatwo sobie wmówić, iż chemiczne produkty z zagranicznego marketu są lepsze od zdrowych, naturalnych warzyw, mięsa i produktów mlecznych naszych Rolników. Podziwiam tych, którym jeszcze się chce te kopy stawiać. A potem siano grabać i wozić, bo bale z siana mogą już robić za nich maszyny. Ale to już nie tradycja, nie ten urok, nie ten klimat polskiej, pięknej wsi.

 

 

 

Bez żadnych skrupułów pytam więc gospodarzy, czy mogę pod ich kopą przysiąść choćby na chwilę. W ogóle nie czuję ukłóć siana, a kleszcz to nawet nie wiem jak wygląda.

 


 


Zdaję sobie sprawę z tego, że jest dzień pracujący i pewnie wiele z Was ma mnóstwo obowiązków, o których nie zapomina nawet z wybiciem godziny 17.00, ale marzy mi się, abyście spróbowali na chwilę oderwać się od trosk, rzucili wszystko i poszli na wieś! Zabierzcie dzieci, kocyk i aparat. Wybierzcie się na spacer po miedzy, zerwijcie kwiaty z łąki. A może skusicie się na relaks pod kopą? ;-) Spójrzcie, jak pięknie jest w miejscu, w którym macie szczęście mieszkać.

 




 

Spokojnego popołudnia i wieczoru!


 

 

Jadwiga Jelińska-Poręba (Reda)

fot. autorka; TP

 

 

 

 

Created by Szczepan Sikoń