Kołysanka dla Okruszka – wspominamy Marcinka Rolę
czwartek, 07 listopada 2019 21:18

Marcinek Rola

Królu mój,Ty śpij, Ty śpij a ja; Królu mój, nie będę dzisiaj spał; Kiedyś tam, będziesz miał dorosłą duszę; Kiedyś tam, kiedyś tam...; Ale dziś jesteś mały jak okruszek, Który los rzucił nam.

/"Kołysanka dla Okruszka" Seweryn Krajewski TUTAJ/

 

 

 

Trudno jest pisać o zmarłych, nawet w przypływie twórczej weny. Zawsze brakuje odpowiednich słów, a każde zdanie jest niedostateczne, by wyrazić empatię, głęboki żal, ale przede wszystkim nadzieję. Tym bardziej, gdy wspomina się niewinne, bezbronne dziecko, które przeżyło zaledwie 8 lat…

 

 

Bóg nie zabrał Marcinka - nie wyrwał siłą z rąk i serc jego rodziców, brata oraz bliskich. On go wziął do siebie swoimi kochającymi, ojcowskimi dłońmi. Dokładnie dwa i pół roku temu (6 maja 2017 roku) podczas mszy pogrzebowej, żegnaliśmy małego bohatera z płaczem i białymi kwiatami, ale przede wszystkim z ufnością, że Marcinek jest już w lepszym świecie.

 

fot. Reda

 

O Marcinku Rola z Mogilna zaczęło się rozmawiać trzy lata temu. Nasz portal jako pierwszy podał alert o mobilizacji sił dla chłopca potrzebującego przeszczepu szpiku, by pokonać białaczkę limfoblastyczną. Marcinka zdiagnozowano w 2014 roku, ale wtedy intensywna chemioterapia przyniosła efekty – mały bohater wygrał pierwsze stracie z ciężkim nowotworem. Niestety, po roku choroba powróciła ze wzmożoną siłą. Leki i chemia już nie pomagały, więc konieczny był przeszczep szpiku.

 

W znalezienie dawcy dla siedmioletniego Marcinka zaangażowały się tłumy mieszkańców parafii, gminy i okolicznych miejscowości. Podczas akcji rejestracji potencjalnych dawców szpiku, przeprowadzonej w lutym 2016 roku w Mogilnie, w bazie zarejestrowało się 687 osób - w różnym wieku, z różnych miejscowości, ale w tym samym celu – ratowania życia Marcinka.

 

fot. Reda

 

Zaledwie miesiąc później, Barbara i Mirosław Rola - szczęśliwi rodzice chłopca, poinformowali, że znalazł się dawca! Przeszczep się udał i wszystko było w porządku, ale tylko do końca roku. Tuż przed Bożym Narodzeniem 2016 roku, białaczka wróciła i siedmiolatek od nowa rozpoczął nierówną walkę.

 

Wesoły, dzielny chłopiec nie poddawał się. Pomimo choroby, chętnie się uczył i bez przymusu odrabiał zadania domowe. Mężnie znosił ból, każdy pobyt w szpitalu i rozłąkę z bliskimi. Gdy stan zdrowia pozwalał i Marcinek mieszkał w domu, chwilowym powrotem do normalnego dzieciństwa była gra w piłkę nożną na świeżym powietrzu ze starszym bratem Kubą, a podczas hospitalizacji w „Minecraft” – grę polegającą na układaniu bloków i szukaniu przygód. Bo taki właśnie był Marcinek – ciekawy świata, żądny wrażeń i marzący, by zostać architektem.

 

 

W ogromie swojego cierpienia, miał więcej pokory niż niejeden dorosły. Nie lubił gdy nad nim płakano i sam wielokrotnie podnosił rodziców na duchu, powtarzając, że będzie dobrze.

 

Do lepszego świata odszedł 3 maja 2017 roku, po trzech latach walki z białaczką. Chociaż przegrał walkę z chorobą, nikt nie ma wątpliwości, że chłopiec jest zwycięzcą. Hartu i pogody ducha uczył nie tylko rówieśników, ale i dorosłych.

 

fot. Reda


Marcinek spoczywa na cmentarzu w Mogilnie. Na jego grobie są figurki ulubionego Juliana z „Króla Lwa”,  kolorowy wiatraczek i mnóstwo aniołków, pozostawianych przez rodziców, ciocie i wujków oraz kolegów i koleżanki z klasy. - Jesteśmy im bardzo wdzięczni, że pamiętają o Marcinku. Zawsze robi nam się ciepło na sercu, jak widzimy nową figurkę, zabawkę czy śliczny lampionik – mówi ze wzruszeniem Barbara Rola – mama chłopca. - Wiemy jedno - że nasz Marcinek jest zawsze z nami! Może nie tak jak byśmy chcieli, ale każdego dnia czujemy jego obecność. Nie myślimy tak, że  Go nie ma. Wiemy, że jest i zawsze będzie w naszych sercach, choć tęsknota jest ogromna. Staramy się żyć tak, aby kiedyś móc się z nim spotkać i już zawsze być razem – mówi dla naszego portalu mama Marcinka.

 

Wszyscy wierzymy, że Marcinek ma lepiej niż my. Bo jest w lepszym świecie, do którego przecież wszyscy zmierzamy. Jest przy Bogu, i promiennym uśmiechem rozświetla niebo. Przecież to widać! Wystarczy tylko spojrzeć do góry ;-)

 

fot. Reda

 


„Nikt nie potrafi powiedzieć, DLACZEGO?...
Do bram niebieskich zapukało dziecię, wiedząc, że nie ma go już na świecie.
Po jego twarzy łezki spływały i szeptał przy tym.... „Ja chcę do mamy”.
Czy tak naprawdę stać się musiało? - w główce zadawał sobie pytanie.
Nagle bramę otworzył Stróż Anioł Jego i głośno powiedział... „Nie płacz kolego.
Troszkę pobędziesz tu z nami i wkrótce spotkasz się z rodzicami”.
Dziecię spojrzało na Stróża swego, wciąż nie mogąc pojąc, DLACZEGO...
Bardzo chciało wrócić do mamy i nie przechodzić przez próg tej bramy.
Anioł wziął wtedy dziecię na ręce, pokiwał głową jakby w podzięce.
Coś mu tłumaczył, wyjaśniał, DLACZEGO, mówił tak cicho, by nikt nie słyszał tego.
Po krótkiej chwili dziecię na niego spojrzało, przetarło oczka, płakać przestało.
Wtuliło się mocno w Anioła ramiona, szepcząc do ucha: „Chodźmy do Boga”....
Gdy przechodzili przez wielką bramę, dziecię spojrzało jeszcze przez ramię.
Pomachało rączką na pożegnanie swojej jedynej, najdroższej mamie.
Gdy się wrota za nim zamknęły synek wyszeptał jeszcze te słowa:
„Każdego dnia przychodził tu będę, by was powitać Kochani Rodzice.
Będę się modlił za Wami do Boga, by nigdy więcej nie spotkała was trwoga.
Za mnie kochajcie moje rodzeństwo i pielęgnujcie swoje małżeństwo!”

/Autor nieznany, źródło: Mamy Małych Aniołków - FB/

 

 

 

fot. archiwum rodzinne Państwa Rolów; Reda

Jadwiga Jelińska-Poręba (Reda)

 


 

 

 

 

 

 


 

 

Created by Szczepan Sikoń