Bangladesz moim domem – wywiad z ks. Pawłem Kociołkiem
środa, 28 sierpnia 2013 09:58

Wywiad z Ks. Pawłem

Pochodzi z Koniuszowej, małej podsądeckiej wsi. Swój dom, ma również w Bangladeszu – muzułmańskim państwie w Azji Środkowej.  Wierny charyzmatowi, kontynuuje dzieło x. Jana Bosko. Jest dla młodzieży znakiem miłości Boga – mowa o księdzu Pawle Kociołku. W rozmowie z Jadwigą Jelińską, Salezjanin dzieli się swoimi przeżyciami, opowiada o budowaniu misji od podstaw, mieszkaniu w stajni, sile modlitwy i mocnej wierze mieszkańców Bangladeszu.

 

Jadwiga Jelińska: Jest Ksiądz misjonarzem w Bangladeszu. Proszę powiedzieć na czym polega Księdza posługa w tym dalekim kraju?

ks. Paweł Kociołek: Już prawie 4 lata przebywam w Bangladeszu – niewielkim państwie w Azji Południowej. Nas Salezjanów, w całym Bangladeszu jest tylko trzech. Dwóch z Indii i ja z Polski. Na początku pracowałem w misji Maymensing. Budowaliśmy ją w zasadzie od zera. Było to bardzo zaniedbane miejsce. Chrześcijanie mieli księdza tylko raz w roku - kapłan przyjeżdżał tylko z okazji wyjątkowego święta. Dzieci nie mogły się kształcić, bo nie było tam szkoły. Wybudowaliśmy więc dla nich szkołę i internat. W internacie jest 60 chłopców i 100 dziewcząt, spośród których 30 studiuje. Przez dwa lata, które tam spędziłem byłem dyrektorem tej szkoły.

Po tym czasie otworzyliśmy nową misję w Bangladeszu – drugi Salezjański Dom. W Lokhikul też zaczęliśmy wszystko od zera. Pierwsze miesiące spaliśmy w stajni z krowami. Pamiętam szczury goniące nad naszymi głowami. Nie było prądu, nie było niczego...  W tej nowej misji jesteśmy już rok i 6 miesięcy. Na chwilę obecną mamy tam internat, za który jestem odpowiedzialny oraz szkołę.  Nasza parafia jest dość duża - należy do niej ok. 120 wiosek. Zajmuje spory obszar, a dróg w Bangladeszu nie ma. Z pomocy otrzymanej od Parafian z Mogilna zakupiliśmy motor. Wcześniej do wiosek dojeżdżaliśmy rowerem albo autobusami - takimi z kozami, kurami i innymi mniejszymi zwierzętami domowymi. Ludzie podróżowali wśród zwierząt - jedni na drugich. Ale teraz kiedy mamy motor jest nam łatwiej.

Ludzie z Bangladeszu wiedzą, że nie mogą liczyć na pomoc państwa, dlatego szukają pomocy u nas - na misji. Często przychodzą do nas kiedy ktoś z rodziny zachoruje. Po chorych nie przyjedzie karetka. To przez nas trafiają do szpitali - my mamy znajomych w większych miastach, znamy siostry zakonne, które prowadzą szpitale więc zawozimy ich tam. Oni nie są w stanie zapłacić za leczenie, dlatego my pokrywamy te koszta, bierzemy to na swoje barki.

JJ: Wspomniał Ksiądz o szkołach i internatach, które wybudowaliście. Zatem można powiedzieć, że Wasza praca jest owocna, a w Bangladeszu już zachodzą realne zmiany?

x. PK: Tak, ogromne zmiany! W tej pierwszej misji widać je zwłaszcza po młodzieży i po dzieciach. Oni dzięki edukacji, do której mają już dostęp, są w stanie otwierać jakiś sklepik czy inny malutki biznes. Dużo dzieci chodzi do szkoły; umieją czytać i pisać. Chwytają też angielski. A w Bangladeszu wyjątkiem jest ktoś kto zna angielski, bo urzędowym jest język bengalski. Myślę więc, że za jakieś następne 4, 5 lat ta misja, jeśli Pan Bóg pozwoli i nam pobłogosławi, będzie przynosiła ogromne owoce.

Natomiast w tej drugiej misji – w  Lokhikul gdzie teraz pracuję, też widać pewne zmiany, ale jeszcze jest to za krótki czas na ocenę. Na razie koncentrujemy się na budowaniu. Kaplice i kościoły są zrobione z bambusa więc szybko niszczeją i rozlatują się. Reperujemy te budynki; postawiliśmy też szkołę – blaszak, który pełni taką funkcję. Przygotowujemy więc zaplecze w takich warunkach jakie są. Bieda jest tam ogromna, dlatego potrzebujemy czasu i pomocy od ludzi. Bez niej nic byśmy nie mogli zrobić. Cieszę się, że będąc teraz na urlopie w Polsce, mogę się spotkać z ludźmi i osobiście im  podziękować.


JJ: Bangladesz jest państwem islamskim. Widać druzgocące dysproporcje jeśli chodzi
o odsetek żyjących tam muzułmanów a chrześcijan. Jak wyglądają relacje między nimi? Czy opisując je można mówić o prześladowaniu jednych przez drugich?


x. PK: Zgadza się – w Bangladeszu Muzułmanie stanowią 86%,  a Chrześcijanie zaledwie 1 %. Katolików jest tylko 0,4 %. Bangladesz to muzułmańskie państwo, więc oni czują się u siebie, a każdy kto jest inny, jest w społeczeństwie niżej. Widać to bardzo wyraźnie – dużo chrześcijan, katolików, nie może zdobyć żadnej pracy państwowej, tylko ze względu na swoje odmienne wyznanie. Ich prześladowanie polega na tym, że są uciskani przez tą większość. W niektórych regionach zmusza się dzieci by chodziły do matrasy czyli szkoły typowo muzułmańskiej. Dzieci muszą uczyć się tam m.in. zasad islamu. O krwawych prześladowaniach w Bangladeszu to na chwilę obecną trudno mówić. Ale sytuacja polityczna jest dosyć napięta - bardzo często jest tak, że podczas strajków tworzy się grupa ludzi, która prześladuje Kościół. Nie tak dawno mieliśmy taką właśnie nieprzyjemną sytuację. Podczas strajków grupa mężczyzn napadła na naszą misję. Pamiętam, to był czas obiadu. Jedliśmy posiłek i nagle ludzie przybiegli do nas z płaczem „Księże ratunku! Oni nas tu zabiją!”. Trzysta mężczyzn z drągami bambusowymi w rękach napadli na misję i zaczęli się dobijać do bramy.

JJ: Co robić w takiej sytuacji, jak reagować?

x. PK: Właśnie - jak im pomóc? Jedyne, co mogliśmy to pójść do kaplicy i zrobić wystawienie Najświętszego Sakramentu. Po prostu się modliliśmy. I naprawdę, dzięki Bogu ta groźna sytuacja trwała 3, 4 minuty. Ci mężczyźni nie dali rady przeforsować tej bramy i odeszli.

JJ: Jakimi ludźmi są wierni Waszej Parafii ? Jak przebiega współpraca z nimi?

x. PK:
Są bardzo chętni do współpracy! Widać to już jak się przyjeżdża na wioski odprawiać Msze Świętą. Każdy kto jest w wiosce obecny i jest ochrzczony, przychodzi na tą Mszę Świętą. Mają również mocno zakorzenione we krwi, czy w tradycji, że przed Mszą trzeba się jeszcze wyspowiadać.  Ja to sobie tak czasem myślę obserwując tutaj tą sytuację polską i Bangladesz to jeśli wiara kształtuje się w jakiś trudnych warunkach to jest mocna. Oni by się tam nigdy nie wyparli wiary, nawet gdyby mieli być prześladowani to będą trwać przy Chrystusie.

JJ: Założyciel i Patron Księży Salezjanów – ks. Jan Bosko mówił : Kto chce pracować owocnie musi mieć w sercu miłość, a w pracy cierpliwość. Ale skąd brać wobec tego tą siłę i chęci do posługi w tak ciężkich warunkach jakie stwarza Bangladesz?

x. PK: Z modlitwy. Na bazie mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli ktoś chce być z takimi ludźmi, to musi być jak Matka Teresa z Kalkuty - blisko Chrystusa, zawierzając mu siebie. Siłę do pracy w takich warunkach można czerpać tylko i wyłącznie z Chrystusa, z Jego obecności. Myślę, że wszędzie to jest potrzebne, nawet tutaj w Polsce. Bo bez modlitwy, bez odniesienia się do Pana Boga, to braknie siły żeby prowadzić ludzi do Chrystusa.

JJ: Sięgając początków. Skąd u Księdza pragnienie wyjazdu na misję?  I dlaczego spośród wszystkich zgromadzeń zakonnych wybrał Ksiądz właśnie Salezjanów?

x. PK: Salezjanie mają piękny charyzmat. Zachwyciła mnie praca z młodzieżą, ich edukacja. To mnie pociągnęło. A dlaczego misje? Po święceniach, tutaj w Polsce byłem odpowiedzialny za wolontariat misyjny i z młodzieżą wyjeżdżałem raz w roku na takie krótkie projekty. Jeździliśmy do Ghany i tam pracowaliśmy z dziećmi ze slumsów. Organizowaliśmy im wakacje – to była taka edukacja, zabawy. I wtedy zauważyłem, że te misje mnie tak pociągają i sprawiają mi dużo radości i satysfakcji więc to spowodowało że poszedłem na całość! (śmiech)

JJ: Pierwsza była Ghana, teraz jest Ksiądz na misji w Bangladeszu. Zupełnie inny kontynent...

x. PK: Rzeczywiście – była Afryka, teraz jest Azja... W naszym zgromadzeniu mamy przełożonego, który jest radcą od spraw misji - zna sytuację na świecie i wie, gdzie potrzeba misjonarzy. Napisałem więc do niego, że chcę wyjechać na misje. I zaproponowano mi Sudan albo Bangladesz. Wybrałem Bangladesz, chociaż niewiele o tym państwie wiedziałem...

JJ:  Czy posługa w Bangladeszu to Księdza misja na całe życie?

x. PK: Chciałbym żeby tak było - chciałbym tam pracować całe życie. Zobaczymy, jeśli mi Pan Bóg pozwoli być tam, z tymi ludźmi to będę. Prowadzimy proste, biedne życie, ale czasami nawet nie myślę, że jestem w Bangladeszu tylko po prostu czuję się tam jak u siebie, jak w domu.

JJ:  Dziękuję za rozmowę! Wspólnota Parafii Mogilno zapewnia o dalszej modlitwie i wsparciu dla Księdza. Proszę pozdrowić od nas wiernych z Bangladeszu !

x. PK: Na pewno ich pozdrowię ! Jestem Wam bardzo wdzięczny za pomoc! Dzięki niej możemy działać w Bangladeszu.

 

Created by Szczepan Sikoń