Dwulatka idzie na Jasną Górę - przygoda zaczęła się dekadę temu i trwa do dzisiaj
piątek, 25 sierpnia 2017 19:07

Dwulatka na PPT

Brak smoczka i urwane kółko w dziecięcym wózku całkowicie zrekompensowały zabawy latarkami w namiocie, taniec z tatą i nowi przyjaciele. Od tamtych wydarzeń minęło 11 lat, ale Miriam Kawalec – nastolatka z Mogilna oraz jej rodzice, do dzisiaj wspominają niesamowite doświadczenia ze szlaku pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. Nie zapomną nigdy jak niczym rodzina z Nazaretu, szukali noclegu w stodole…

 

 

 

Za duża na smoczka, w sam raz na pielgrzymkę

2 latka – zaledwie tyle miała Miriam Kawalec z Mogilna, kiedy rodzice pierwszy raz zabrali ją ze sobą na pielgrzymkę. Dziewczyna doskonale pamięta dzień wyjazdu, bo usłyszała wtedy, że musi rozstać się ze smoczkiem, którego zabierała wszędzie. – Tata powiedział, że smoczek zostaje w domu. Pamiętam, że już na szlaku, jak spaliśmy w namiocie, mówiłam do taty, żeby przyniósł mi smoczek z pokoju, bo nie miałam wtedy wyobrażenia że jesteśmy zupełnie gdzie indziej, daleko od domu – wspomina z uśmiechem trzynastoletnia Miriam. Dzisiaj jest rodzicom wdzięczna, bo w ten sposób oduczyła się dziecięcych nawyków. – O smoczku szybko zapomniałam, bo zajęta byłam zabawą z Markiem, moim wujkiem, który jest tylko o pięć lat ode mnie starszy i nowopoznanymi dziećmi – mówi dziewczyna.


 

Tak w grupie św. Małgorzaty, czyli sądeckiej „dwudziestce dwójce”, zaczyna się pielgrzymkowa przygoda Miriam, która trwa do dzisiaj…

 

Chłopiec ze zdjęcia

Frajdą dla Miriam były częste noclegi w namiocie, chociaż nie raz padał deszcz, i cała rodzina budziła się w podmokłych śpiworach. – Bardzo lubię takie noclegi, bo to coś innego niż spanie w wygodnym łóżeczku. To jest właśnie przygoda w tej pielgrzymce!- zaznacza dziewczyna.



Dla Miriam, małej dziewczynki, pielgrzymowanie nie było nudne, bo na postojach działy się różne fajne rzeczy, np. tańce, śpiew, gry i zabawy. Poza tym, poznała inne dzieci, m.in. starszego o rok chłopca. – Miał trzy latka, więc byliśmy w grupie najmłodszymi pielgrzymami. Co wieczór bawiliśmy się latarkami w namiocie – opowiada dziewczyna.Krąży mi po głowie taka myśl, żeby go kiedyś odnaleźć. Ciekawa jestem czy pamięta nasze zabawy i czy nadal chodzi na pielgrzymki – mówi Miriam, która z tamtych chwil zachowała wspomnienia i to zdjęcie:

 

 

Idziemy na pierzynkę i nie ma mowy żeby się wrócić

Malutka Miriam nie umiała jeszcze dobrze mówić gdy wyruszała na szlak po raz pierwszy, więc wszystkim dookoła komunikowała z radością: Idziemy na pierzynkę!

Ktoś może pomyśleć, że rodzice pielgrzymujący na Jasną Górę z taką dwulatką mają łatwiej, bo mając ze sobą dziecko są grupą uprzywilejowaną. – Nie ma ulg bez znajomości – dementuje z uśmiechem – Joanna Kawalec - mama Miriam.Doświadczyliśmy tego choćby podczas burzy, kiedy nie mogliśmy przez to rozbić namiotu. Prosiliśmy o nocleg w stodole… Jedynie nasza parafianka – pani Basia Filip okazała nam pomoc i odstąpiła swój nocleg – opowiada.



Miriam, chociaż była dzieckiem, też nie mogła liczyć na taryfę ulgową. Rodzice owszem, wieźli ją w wózku, albo brali „na barana” ale tylko wtedy, gdy było bardzo ciężko. Więcej kilometrów Miriam pokonywała sama. – Pamiętam jak zostało nam jeszcze trzy dni drogi, a kółko w wózku zaczęło odpadać. Tata powiedział wtedy, że muszę zejść, bo zepsuje się całkiem. Dalej musiałam iść sama, a kółko faktycznie odpadło jak usiadłam w wózku już na Mogilnie – wspomina Miriam. - Rodzice cały czas mówili mi, że dam radę i uczyli samozaparcia, walki i tego, by się nigdy nie poddawać – opowiada trzynastolatka.Tak czy tak musieliśmy dojść, nawet ostatkiem sił, bo za nami daleka droga i nie było mowy żeby się wrócić. Był chwilowy płacz i momenty załamania, ale bliskość i wsparcie rodziców dodawało sił i odwagi.

 

 

Tęsknimy, ale wrócimy

On pielgrzymował bo próbował odnaleźć Boga. Ona, w intencji Bogu wiadomej. Michał był na pielgrzymce 16 razy, Joanna 13. Jako małżeństwo – państwo Kawalcowie zdobyli szczyt Jasnej Góry pięć razy.

11 lat temu nie wiedzieli co na szlaku Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej czeka ich z dwuletnią córką i nie byli świadomi tego poświęcenia. Ale po pierwszym razie z córką, szli na pielgrzymkę całą rodziną tak często jak tylko pozwalała praca.

Pielgrzymkowego bakcyla zaszczepili córce, której pokazali czym jest ta wędrówka, gdy Miriam miała dwa latka. Na Jasną Górę dziewczyna doszła pieszo siedem razy. Na szlak chciałaby wracać co roku, ale rodzice nie zawsze mają wtedy urlop, a bez opiekuna jeszcze pielgrzymować nie może.

 

 

Na słowo „pielgrzymka” całej rodzinie Kawalców świecą się oczy z radości. Przez cały rok utrzymują kontakt z osobami dawno poznanymi na pielgrzymim szlaku, a gdy nadchodzi 17 sierpnia jeśli mogą, wyruszają w stronę Jasnej Góry.  W tym roku z utęsknieniem myśleli o dziewięciu dniach w drodze, bo nie pozwoliła praca, ale na szlak wrócą i będzie jak dawniej. A na pewno łatwiej, bo już z mądrością nabytego doświadczenia i prawie dorosłą córką.

 

 

fot. archiwum Rodziny Kawalców

Jadwiga Jelińska (Reda)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

Created by Szczepan Sikoń