A Ty kogo grasz? ZDJĘCIA ze spektaklu „Gra pozorów”
poniedziałek, 18 grudnia 2017 18:29

A Ty kogo grasz?

Każdy zakłada maskę, gra przed ludźmi kogoś kim nie jest, udaje. Tak zwyczajnie stwarza pozory. Bo wypada, bo co ludzie powiedzą, bo tak jest łatwiej, bo, bo, bo… Każdy powód jest dobry byle tylko nie być sobą i nie usłyszeć na swój temat złego słowa.

 

 

 

 

Taka konkluzja nasuwa się po obejrzeniu sztuki „Gra pozorów”, którą aktorzy Teatru Dabar wystawili przed liczną publicznością w niedzielne popołudnie. Przesłanie było dosadne – każdy kogoś gra. – Ale czy warto dążyć za pozorami? Kreować siebie na kogoś kim się nie jest? pytali aktorzy.

 


Sztuka naszpikowana była motywami z naszego podwórka. Słysząc rozmowę dwóch seniorek, trudno było oprzeć się wrażeniu, że ma się déjà vu... Wśród bohaterów można było z powodzeniem dostrzec swoje sąsiadki, kogoś z rodziny, znajomych, a może nawet samego siebie. Co bystrzejsi na półce z książkami zauważyli pozycję „Halifax z Wojnarowej”, a na przystanku rozkład jazdy znanego nam przewoźnika. W ten sposób aktorzy dali publiczności wyraźnie do zrozumienia, że problem zakładania masek dotyczy niestety większości społeczeństwa.

 

 

Akcja rozgrywała się na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, czyli wtedy kiedy spieszymy się jeszcze bardziej niż zwykle. Ten pośpiech też był widoczny, bo syn nie miał czasu zamienić dwóch zdań z ojcem; córka w pędzie kupiła jedzenie na mieście bo była umówiona do fryzjera; instruktorka fitness w biegu kupiła jajka na targu, bo za chwilę zaczynała zajęcia. Każdy się spieszył, nie miał czasu na to by usiąść, spokojnie porozmawiać, tak zwyczajnie pobyć z drugą osobą.

 

 

Musiał się wydarzyć dramat, żeby bohaterowie zrozumieli jak swoją postawą krzywdzą innych. Umarł bowiem syn młodego małżeństwa. Przyczyna zgonu? Zatrucie - pomieszał jakieś świństwa na imprezie. Jego ojciec, niby porządny bo dobrze ubrany i ma własną firmę, ale wiecznie nieobecny w domu – wracał z zagranicy jedynie na Święta. Stwarzał pozory, że dba o rodzinę, ale w rzeczywistości pojęcia nie miał co dzieje się u jego dwójki dzieci. Gburowaty i agresywny mężczyzna opamiętał się dopiero po pogrzebie, na wigilii. Łamiąc się opłatkiem przeprosił ojca, żonę, córkę i siostrę i obiecał że będzie taki jak dawniej. Dobry i czuły.

 

 

Ktoś mógł pomyśleć, że zbyt szybko nastąpiła ta cudowna przemiana Michała, że w życiu tak prosto nie jest, a scena finałowa była ckliwa. Rzeczywiście, „Kolęda dla nieobecnych” której słuchała rodzina była wyciskaczem łez, niemniej jednak atmosfera Świąt ułatwia wybaczanie a Boże Narodzenie jest czasem cudów.

 

Aktorzy Teatru Dabar wystąpili na scenie już po raz jedenasty, ale tym razem w skromniejszych niż zwykle kostiumach i na tle ubogiej jak na ich możliwości dekoracji. Zadziwiło to stałych widzów, jednak okazuje się, że był to celowy zabieg. – Nie o to chodziło. Chcieliśmy tym razem skupić uwagę publiczności głównie na przesłaniu. Rekwizytów było mało, a dekoracja była prosta, żeby nic nie odwracało uwagi od dialogów i tego co rozgrywa się między bohaterami – tłumaczyli za kulisami aktorzy.

 


Po raz kolejny aktorzy Teatru Dabar zachwycili przede wszystkim samodzielnością. Wielki plus należy się młodym za to, że napisali scenariusz i wystawili go bazując na wzajemnym doświadczeniu, nie mając ani opiekuna ani reżysera. Podziękowania należą się więc każdej osobie, która należy do obsady "Gry pozorów".

 

Chapeau bas!

 

Zdjęcia w Galerii

 

Jadwiga Jelińska (Reda)

Fot. http://fotovideogrzegorzek.pl/

 

 

 

 

 

 

Created by Szczepan Sikoń