Bez niej daleko bym nie zaleciał – rozmowa z Marcinem Orleckim
wtorek, 04 października 2016 14:40

Rozmowa z Marcinem Orleckim

Zmieniała się na jego oczach. Od 20 lat jest jej wierny. Jego pracodawcy czasami śmieją się z tego ironicznie, a niektórzy znajomi pytają: Marcin, wszystko z Tobą ok.? Bo dziwi, że urlop spędza nie w ciepłych krajach a na Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej. W październiku rozmawiamy o Maryi i pielgrzymowaniu do Jej stóp.

 

 

 

 

Jadwiga Jelińska: Nie przesadzę, jak powitam Cię słowami - Marcin Orlecki pielgrzymkowy weteran! Która to już Twoja PPT?

Marcin Orlecki: W 2016 roku na pielgrzymi szlak wyszedłem po raz 20. Moja „przygoda” z PPT rozpoczęła się w grupie św. Małgorzaty - 22 Nowy Sącz. Latem 1999 roku, ks. Grzegorz Koza zaczynał pracę w parafii Ryglice. W tym samym czasie został przewodnikiem grupy numer 24 – św. Klemens. Ksiądz Grzegorz poprosił KSM w Mogilnie o pomoc w przygotowaniu pielgrzymki, bo na nowym terenie nie znał jeszcze ludzi. W ten sposób przez kilka lat na PPT chodziłem z grupą Tuchowską numer 24.  Potem wróciłem do dwudziestki dwójki.

 

JJ: Pielgrzymi szlak zmieniał się na Twoich oczach.

MO: W początkach pielgrzymka troszkę różniła się od tej obecnej. Nie było samochodów zaopatrzenia, a tylko chleb i herbata. Ludzie łączyli się w grupy nie tylko noclegowe ale i „żywnościowe”, a konserwa była podstawowym posiłkiem dziewięciodniowego pielgrzymowania. Takie spędzanie postojów zwiększało integrację. Obowiązywały ścisłe zasady zawarte w regulaminie, m.in. odnośnie ubioru, noclegów koedukacyjnych oraz ogólnych reguł zachowania. Zdarzało się, że nie wszyscy dochodzili na Jasną Górę. Pamiętam jak kiedyś (kiedy przewodnikiem w 22 był ks. Andrzej Mulka),  niewielka grupa pielgrzymów pojechała na ostatnim noclegu w Turowie z powrotem do Nowego Sącza, bo się im trochę pomyliło, zapomnieli, że są na PPT i urządzili sobie „zieloną noc”. Trasa pielgrzymki też się zmieniała. Na moich pierwszych pielgrzymkach były nie jeden, a dwa bardzo ciężkie dni. Wiadomo drugi dzień - bo najdłuższy, a na koniec dnia miejscowość Grobla oraz szósty czyli „piaski” -  marsz w piachu pomiędzy sosnami.  Teraz jest dobrze, bo prawie wszędzie jest droga asfaltowa.  Mimo takich twardych zasad i spartańskich warunków moim zdaniem było fajniej i na pielgrzymki chodziło 11-12 tysięcy ludzi.

 

 

JJ: Nie masz trudności w otrzymaniu urlopu na ten czas? Jak reagują Twoi pracodawcy na informację, że potrzebujesz wolnego bo idziesz na pielgrzymkę?

MO: Kiedy chodziłem do szkoły potrzebna była tylko zgoda rodziców - z tym nigdy nie miałem problemów. Jak podjąłem pracę zawodową to planowałem czas pielgrzymki z rocznym wyprzedzeniem. Pracodawcy reagowali różnie, często na ich twarzy pojawiał się ironiczny uśmiech.

 

JJ: Znajomi i przyjaciele też się dziwią?

MO: Mieszkam i pracuję w kraju (Anglia – przypis red.), gdzie na urlop jeździ się raczej do ciepłych krajów, dlatego znajomi różnie reagują. Niektórzy nie dowierzają, a inni pytają czy wszystko ze mną jest „OK.”…

 

JJ: Co im wtedy odpowiadasz, po co pielgrzymujesz?

MO: Mówiąc językiem maratończyków, po prostu bez pielgrzymki daleko bym nie zaleciał.

 

 


JJ: 20 lat na pielgrzymim szlaku to jak pomnik za życia. Pielgrzymowanie się nie nudzi?

MO: To zależy kto czego od pielgrzymki oczekuje. Widziałem ludzi, którym pielgrzymka znudziła się po dwóch godzinach marszu. Dla mnie na szlaku nigdy nie jest nudno, bo każda pielgrzymka jest inna i niepowtarzalna.

 

JJ: A popadłeś w przyzwyczajenie, rutynę?

MO: Dla mnie pielgrzymka jest to „ładowanie akumulatorów”. Wiadomo, że fizycznie nie odpocznę, ale psychicznie to wchodzę w inny wymiar.

 

JJ: Czy można uzależnić się od pielgrzymowania?

MO: Nie, chyba nie. Chociaż, raz nie mogłem iść. Kiedy przyszedł czas pielgrzymki to non stop śledziłem przez Internet trasę oraz przeglądałem zdjęcia z poszczególnych etapów. Jak sprawdzałem czas w środku dnia, to przed oczami miałem miejsca do których PPT właśnie się zbliżała. Ale czy to można nazwać uzależnieniem?

 

JJ: Na pewno można to nazwać rodzajem jakiejś więzi. A pro po relacji - utrzymujesz kontakt z osobami, które przyjmują Cię na nocleg?

MO: Zawsze prosimy o adres oraz numer telefonu. Wysyłamy kartki albo dzwonimy w okresie świątecznym. Pamiętam kiedyś wiosną, powódź nawiedziła wioskę, w której zwykle nocujemy. Słysząc to chłopaki z Nowego Sącza (porządkowi) szybko załatwili busa z najbardziej potrzebnymi rzeczami i ruszyli pomóc naszym gospodarzom. Na miejscu okazało się, że ich powódź ominęła, więc rzeczy przekazaliśmy najbardziej potrzebującym. Ludzie widząc swoich pielgrzymów byli bardzo radośni i wzruszeni, że jako jedni z pierwszych przyszliśmy im z pomocą. Myślę, że to też jest jakaś forma kontaktu z naszymi gospodarzami. Oni czują że nie są sami.

 

 

JJ: Wspomniałeś o porządkowych. Ty też należałeś do tego grona.

MO: Zgadza się. Po powrocie z 24 do grupy 22 zacząłem pielgrzymować jako porządkowy. Dokładnie nie pamiętam ile razy - 8 albo 9. Raz zdarzyło się, że jeden dzień byłem kwatermistrzem i muszę powiedzieć, że to jest bardzo ciężkie zadanie.

 

JJ: Czy porządkowy też pielgrzymuje?

MO: Porządkowy też pielgrzymuje. Ale czasem, gdy grupa zbliża się do jakiegoś miasta lub ruchliwej drogi, to musi zapomnieć co się dzieje w grupie, skoncentrować się i przeprowadzić ludzi przez newralgiczny punkt trasy.

 

JJ:  Wolisz pielgrzymować z grupą czy dotrzeć na Jasną Górę jako porządkowy?

MO: Wolę  iść w grupie. Jest na wszystko czas. Moim zdaniem bycie porządkowym to służba. Kiedy byłem porządkowym, to mogłem pomagać innym tak jak kiedyś inni pomagali mi. A teraz są młodzi zdolni, a ja znowu mogę iść z grupą.

 

 

 

JJ: Czego uczy 9 dni w drodze?

MO: Pokory i braterstwa. Zrozumienia innych ludzi i szacunku do drugiego człowieka. Patrzysz na problemy z innej perspektywy. Na pielgrzymce kształtujesz swój charakter.

 

JJ: Pielgrzymka to nie tylko modlitwa. Co jeszcze?

MO: Satysfakcja z pokonania własnych słabości. Przyjaźń międzyludzka na całe życie.

 

JJ: Co myślisz w chwili gdy po trudach 9 dni pielgrzymowania wreszcie przechodzisz pod obrazem Matki Bożej Częstochowskiej?

MO: To pytanie jest chyba najtrudniejsze. Brakuje mi słów aby to opisać. Niewyobrażalna radość, a czasem (i chyba to będzie głupie co powiem) wydaje mi się że „lekko unoszę się nad ziemią”.

 

JJ: To nie jest głupie tylko piękne. Wiesz ilu chciałoby unosić się nad ziemią? Życzę Ci żebyś w każdym następnym roku unosił się wyżej niż w poprzednim.

 

 

 

fot. prywatne archiwum Marcina Orleckiego; RDN - facebook.com

 

 

 

 

 

 

 

 

Created by Szczepan Sikoń