Ojciec Andrzej Filip o szamanach, malarii, budowie i pokoju
środa, 06 stycznia 2016 21:13

 

O. Andrzej Filip

Spotykam się z ojcem Andrzejem pod koniec jego urlopu w Polsce, na kilka dni przed jego powrotem do Mozambiku. Siadamy przy stole, kawa już na nas czeka. Ojciec Andrzej wypija łyk i niepewnie czeka na trudne pytania. Rozpoczynam więc rozmowę: co pijecie w Mozambiku?

 

 

 

Ojciec Andrzej odpowiada, że to samo co w Polsce – kawę, herbatę. Jest z nami moja siostra, która chcąc poczuć się jak dziennikarka dopytuje – polską czy mozambijską? Chyba chińską – wtrącam. Okazuje się, że włoską! – Przywozimy wracając z wakacji, albo dostajemy od misjonarzy którzy nas odwiedzają – wyjaśnia ojciec Andrzej.

 

Po luźnym wstępie, czas na konkrety.

 

Jadwiga Jelińska: Co udało się zrobić przez te 5 lat? Jakie są owoce Ojca misji?

o. Andrzej Filip: Rozpoczęliśmy i skończyliśmy budowę kościoła w naszej drugiej parafii - dojazdowej Nhahapua. W międzyczasie budowaliśmy mniejsze kaplice, cały czas poprawiamy warunki pomieszczeń, które używamy do spotkań formacyjnych. Jeszcze brakuje bardzo dużo ale pomału zmieniamy z drewniano - blaszanych na murowane.

 

 

JJ: A jaki był Ojca wkład w budowę kościoła?

o. Andrzej Filip: Nadzorowałem i razem ze współbratem pilnowałem żeby nie brakło materiałów. Organizowaliśmy pracę dla pracowników, którzy byli opłacani oraz dla parafian, by wkład w tę budowę miała cała wspólnota. Parafianie jeździli po piasek i kamień. To były takie prace za które się parafianom nie płaciło.

 

 

JJ: A pro po płac! Pytanie do ekonoma – kto to wszystko finansował?

o. Andrzej Filip: Ten projekt był finansowany przez Kombonianów, ale nie Kombonianów z Mozambiku tylko innych prowincji których poprosiliśmy o pomoc. Napisaliśmy projekt, przedstawiliśmy warunki, oszacowaliśmy koszty budowy, określiliśmy jakie fundusze ma parafia a ile pieniędzy potrzebujemy. Wsparły nas prowincje z Włoch, Ameryki, Meksyku, Polski. W Polsce to głównie ludzie dobrej woli przysyłali ofiary na budowę kościoła.

 

JJ: Ile trwała budowa?

o. Andrzej Filip: Dwa i pół roku, ponieważ była przerwana z powodu konfliktu polityczno – wojskowego, który wybuchł na przełomie 2013 i 2014 roku.

 

JJ: A tak czysto teoretycznie, gdyby teraz wybuchły zamieszki to Wy Kombonianie zostajecie w prowincji czy wracacie do kraju?

o. Andrzej Filip: To zależy od tego jak groźna byłaby sytuacja. Przełożeni mogą wezwać wszystkich nas z tego regionu, żeby jechać do tej części gdzie nie byłoby konfliktu. Między 2013 a 2014 rokiem nasz prowincjał nie zrobił tego, bo nie był to konflikt tak bardzo duży. Wiadomo jak w każdym konflikcie, było niebezpiecznie, ale te walki i ataki były w okolicy Muxungue, nie w centrum. Ale strach i niebezpieczeństwo są zawsze.

 

JJ: A na co jeszcze Wy misjonarze jesteście narażeni oprócz konfliktów zbrojnych?

o. Andrzej Filip: Choroby, przede wszystkim malaria.

 

JJ: Ojciec miał malarię?

o. Andrzej Filip: W ciągu pięciu lat tylko dwa razy.

 

JJ: Malaria jest odpowiednikiem polskiej grypy. To prawda czy mit?

o. Andrzej Filip: Objawy malarii są podobne do objawów grypy. Grypa jeżeli nie jest leczona jest śmiertelna, tak samo jak nieleczona malaria. Na malarię są lekarstwa. Jeżeli ktoś zachoruje i zażyje te leki to objawy malarii ustępują po 3 dniach. Wiadomo organizm musi się zregenerować i odzyskać siły i to dłużej trwa, ale leczenie tylko 3 dni.

 

JJ: Nie ma szczepień przeciw malarii, są tylko leki profilaktyczne. Misjonarze zażywają takie leki?

o. Andrzej Filip: Nie. Jeżeli ktoś mieszka w kraju w którym jest malaria to te lekarstwa profilaktyczne nie są wskazane, bo przyjmowane przez długi okres czasu szkodzą. W dodatku nie gwarantują tej 100% pewności że nie będzie się miało malarii. Dużo zależy od organizmu. Profilaktyczne zażywanie lekarstw jest dobre dla osób które przyjeżdżają na krótko, np. dwa, trzy miesiące.

 

JJ: Wracając do pierwszego pytania. Powiedział Ojciec o materialnych zmianach. A co się zmieniło w sferze duchowej?

o. Andrzej Filip: Pracujemy żeby tą wiarę pogłębiać, żeby parafia nie zależała tylko od wizyt ojców. Organizujemy więc spotkania formacyjne dla katechetów oraz celebransów, czyli osób które co niedzielę prowadzą liturgię Słowa Bożego ale nie odprawiają mszy świętej.

 

 

JJ: A można zmienić mentalność Mozambijczyków? Na przykład ich stosunek do szamanów.

o. Andrzej Filip: Nie jest łatwo bo szukanie pomocy u szamanów jest w tradycji już od setek lat. Nie da się wiec o od razu zmienić takich przyzwyczajeń. Są chrześcijanie którzy wiedzą, że szamani nie pomagają, ale są osoby które wierzą szamanom. Trzeba jeszcze długo wspólnie pracować by tę negatywną tradycję zmienić.

 

JJ: Czy wierzenia w szamanów są niebezpieczne?

o. Andrzej Filip: Zdarza się że szamani używają organów ludzkich do swoich ceremonii i czasami zlecają komuś ich przyniesienie, więc ktoś przez to ginie. Jeżeli ktoś umrze, mimo iż był chociaż chory, to jego rodzina pyta szamana kto jest winny tej śmierci. Nie słyszałem by chrześcijanie coś takiego robili. W szamanów wierzą ludzie z innych grup. Chrześcijanie mniej.

 

JJ: Co powiedzieli parafianie jak wyjeżdżał Ojciec do Polski?

o. Andrzej Filip: Powiedziałem im, że wracam do domu. A była osoba która mi odpowiedziała: Nie. Ojciec nie wraca do domu, tylko jedzie na wakacje. Bo Ojca dom jest w  Mozambiku.


JJ: Miała rację?

o. Andrzej Filip: Tak. Póki co w Mozambiku jest mój dom. Czuję się tam dobrze i nie widzę żeby przełożeni chcieli mnie zmienić, ale specyfiką Kombonianów jest to że my nie zostajemy bardzo długo w jednym miejscu. Pracujemy jakiś czas w jednym miejscu, potem na nasze miejsce przychodzi inna osoba, a my jedziemy gdzieś indziej. Możemy zostać w tym kraju ale pracujemy w różnych jego częściach. Jest więc rotacja, zmieniamy się. Jesteśmy misjonarzami.

 

 

JJ: Kim jest misjonarz?

o. Andrzej Filip: Misjonarz to osoba, która głosi Słowo Boże, Dobrą Nowinę.

 

JJ: A jeżeli ludzie nie chcą jej przyjmować?

o. Andrzej Filip: Nikt ich nie zmusza by ją przyjąć. Dobra Nowina jest głoszona, osoby są zaproszone aby ją posłuchać ale nikt nie jest zmuszony np. by się ochrzcić, bo przyjechali misjonarze z Europy.

 

JJ: Czego nauczyła Ojca Afryka?

o. Andrzej Filip: Innego poczucia czasu. Ludzie tam się spotykają, rozmawiają, nigdzie się nie spieszą. Dla niektórych Europejczyków jest to strata czasu. Może dlatego że nie ma uprzemysłowienia, ludzie pracują tam swoim rytmem. Afrykańczycy żyją bardziej dniem, niż planowaniem przyszłości. Nauczyłem się również radości w sytuacjach trudnych. Jeżeli zobaczymy europejskie dzieci bawiące się tabletami, komputerami i komórkami oraz dzieci z Mozambiku, które bawią się zabawkami samodzielnie zrobionymi z puszek, drutu i drewna, to szczęśliwsze są dzieci afrykańskie.

 

Więcej zdjęć w GALERII

 

 

Fot. archiwum o.Andrzeja Filipa

Jadwiga Jelińska (Reda)

 

Created by Szczepan Sikoń